21. And our eyes are crossing paths across the room.

If I had it my way, I would take you down
If I had it my way, I would turn you out
And if my body had a say, I would come again
Scared of what I might say, cause I'm at the edge


                Siłą woli musiałam zmusić się, żeby postawić stopę do przodu. A potem ponowić ten ruch kolejne naście razy. Bastien nie odzywał się, idąc przed siebie z rękoma wciśniętymi w kieszenie. A ja do końca nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaskoczenie byłoby za małym słowem, żeby opisać jego słowa. Byłabym zdolna uwierzyć w wiele jego słów, ale to, co powiedział, to było dla mnie zbyt wiele.
                Odetchnęłam, próbując jakoś przywrócić się do ładu. I przestałam skupiać się na słowach. Wszystko, co miałam przelałam w ciało, czując każdą jego część. I szłam, oddychając zapachem perfum z jego marynarki. A to dało mi spokój, jakiego nie czułam… Już od dawna.
                Podniosłam oczy, wchodząc powoli po schodach. Tak, ociągałam się. Tak, nie chciałam wracać. I tak, chciałam pobyć z nim jeszcze trochę. Jednak szłam, trzymając go pod ramię. Przechodząc przez hol, uśmiechając się szeroko, czekając na windę. Zerkałam na niego kątem oka. Dlaczego potrafił przyciągać i odpychać mnie od siebie w mgnieniu oka? I co takiego miał w sobie, że przy nim nie poznawałam samej siebie?
                Pokręciłam głową, kiedy winda zjechała i jej drzwi rozsunęły się, a my mogliśmy w spokoju wejść do środka. Oparłam się plecami o barierkę, niechętnie przerywając kontakt mojego ciała z ciałem Bastien’a. Jednak nadal obserwowałam nas w lustrach, którymi pokryte było wnętrze. Uważnie wpatrywałam się w jego czarne oczy. Jakbyśmy rozmawiali, jedynie patrząc na siebie… I coś poruszyło się we mnie, rozchylając mimowolnie moje usta. Pospiesznie oderwałam wzrok, choć chciałabym patrzeć na niego dłużej. Ale w pewnym sensie, onieśmielił mnie. A to było dla mnie nowe.


                Owinęłam się w ręcznik i wyszłam z łazienki, susząc włosy drugim. Przecierałam pojedyncze pasma, uśmiechając się pod nosem. Koniec końców, ta nowa strona Bastien’a zdecydowanie mi się podobała i lubiłam jego śmiech, zwykły i niewymuszony, czasem prawie chłopięcy. W myślach przerzucałam obrazy z nim związane. Jego rozkoszne dołeczki w policzkach, zaciśnięte usta, kiedy nie chciał się uśmiechnąć, moment, w którym wywracał oczami. Pokręciłam głową. Cały ten czas odmawiałam sobie jego istnienia, a teraz, muszę przyznać, chciałam go tutaj.
                Nagle zatrzymałam się w miejscu, wracając na ziemię, gdziekolwiek wcześniej byłam. Wyprostowałam ramiona i obróciłam głowę, słysząc drugie pukanie.
- Wejdź – odezwałam się, stając naprzeciwko drzwi, które uchyliły się przede mną, ukazując atletyczną sylwetkę Hanes’a. Nie ruszył się on z miejsca, wlepiając we mnie spojrzenie brązowych oczu. Jak szybko zabiło mi serce? Wydaje mi się, że nawet Charlie nie obliczyłaby tej prędkości. Klatka piersiowa unosiła mi się szybko z każdym oddechem. Nie mogłam nad sobą zapanować. Dlaczego?
- Przyszedłem po marynarkę – wytłumaczył. Wzrokiem jeździł po moim ciele, zatrzymując się kilka razy na poszczególnych miejscach. Poczułam, że oddech mi spowalnia i na nowo zaczynam mieć nad sobą kontrolę, więc ruszyłam się z miejsca. – Chciałem się spakować.
- W porządku – pokiwałam głową, biorąc pod ramię jego granatową marynarkę. Zawiesiłam ją na palcu wskazującym i wyciągnęłam w jego kierunku. Popatrzyłam w jego oczy, jeszcze nigdy nie nawiązaliśmy tak bezpośredniego kontaktu. Wydawało mi się, jakbym tonęła w czekoladzie. Ręcznik, którym suszyłam włosy, wypadł mi z ręki. Oh, nieważne, nie dbam o to. Nie dbam o nic. Puls mi przyspieszył, kiedy wyciągnął rękę i przejechał palcami po moim nadgarstku. Przypadkiem, jak zabierał marynarkę. – Jesteś pewien, że przyszedłeś tylko po to? – zapytałam, zauważając, że głos zniżył mi się prawie do szeptu. Odsunęłam się, chcąc odzyskać zdolność oddychania, którą utraciłam, kiedy wszedł do pokoju. Biodrami oparłam się o komodę i założyłam ręce na piersi. Teraz, kiedy stałam dobre trzy kroki od niego, czułam się pewniej.
- Po co innego miałbym przyjść, Everly? – zapytał, przechylając na bok głowę. Roześmiałam się, podciągając się na ramionach i usiadłam na szafce. – Zdecydowanie nie lubisz krzeseł.
- Ty mi powiedz – zignorowałam ostatnie, co powiedział. Założyłam nogę na nogę i patrzyłam na niego spod rzęs.
- Niczego nie chcę, Everly – uśmiechnął się, ale w jego oczach coś było. Nie potrafiłam tylko tego nazwać, ale podchwyciłam tą gierkę, którą mnie częstował.
- Na pewno? – zapytałam, prostując plecy. Patrzyłam na niego, kiedy stał przede mną niewzruszony. – Nie chcesz tego? – ponowiłam pytanie, przejeżdżając opuszkami palców po swoich ustach. – Ani tego? – zjechałam dłonią na swoją szyję, którą odsłoniłam, przekrzywiając głowę na bok. Nie odrywałam wzroku od niego, a on podążał za linią mojej dłoni. – Tego? – przejechałam nią po swoim dekolcie, zakończonym puszystym, białym ręcznikiem. Przyłapałam go na szybszym oddechu i błysku, który wystrzelił z jego oczu. Uraczyłam go swoim uśmiechem i rozsunęłam nogi, naprężając ręcznik na nich. Przejechałam ręką od kolana w górę i zapytałam: - Tego?
Odpowiedź zawisła w powietrzu. Wszystko zawisło w powietrzu, kiedy patrzyliśmy na siebie.
- Nie mogę, Everly – pokręcił głową, przerywając ciszę i nasze spojrzenie. Opuścił bezradnie ręce i zacisnął w pięści dłonie. Zaciskał zęby zza których wydobywał się ciężki, świszczący oddech.
- Nie chcesz – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam i ześlizgnęłam się z szafki.
- Nie mogę – powtórzył. – Nie mogę ci tego zrobić.
- Czego dokładnie nie możesz mi zrobić, Bastien? – zapytałam, odwracając się do niego.
- Tego – rozłożył ręce. – Nie mogę zabrać cię do łóżka, chociaż myślę o tym codziennie. Chciałbym cię w każdym możliwym miejscu na świecie, ale nie mogę. I uwierz mi, to ty nie chcesz.
- Chrzanisz, Bastien – zmarszczyłam brwi, podchodząc do niego bliżej. – Wykręcasz się, chociaż wiesz, że to i tak się wydarzy. Prędzej czy później skończymy w łóżku, a ja wolę to prędzej.
- Nie – pokręcił głową i odwrócił się z zamiarem wyjścia. To nie była odpowiedź dla mnie, nie tolerowałam tego, więc złapałam jego rękę, kiedy był już przy drzwiach. Spojrzał na mnie, odwracając głowę. Wypuścił ze świstem powietrze i uderzył drugą ręką w brązową powierzchnię. – Jebać to – burknął, odwracając się, puścił marynarkę trzymaną w rękach i złapał w dłonie moją twarz. – Nie mogę ci się oprzeć, kiedy tak na mnie patrzysz – pokręcił głową i zbliżył się, a ja rozchyliłam usta, czekając na pocałunek. Powieki opadły mi automatycznie, kiedy tylko zetknął swoje usta z moimi. Trzymając mnie cały czas, zjechał pocałunkami z moich ust na szyję. Przeciągnęłam się w jego ramionach i zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Bastien – wyrzuciłam z siebie jego imię. Słysząc je, oderwał się od mojego ciała i odsunął się o kawałek, rozluźniając krawat, który wciąż na sobie miał. Zagryzając dolną wargę, zbliżył się do mnie i przejeżdżając palcami po obu stronach moich ramion, złapał za ręcznik w miejscu, w którym go zawiązałam.
- Za każdym razem, jak widziałem cię w ręczniku, chciałem to zrobić – zaśmiał się i poruszył palcami, a ręcznik opadł wzdłuż mojego ciała, aż na ziemię. Stałam teraz przed nim naga, nie skrępowana jego wzrokiem i uśmiechałam się.
- Mówisz jakbym codziennie w nim przed tobą paradowała – zmarszczyłam brwi, kończąc zdanie w momencie, w którym znowu mnie pocałował. Nie potrafiłam nazwać uczucia, które mnie przepełniało, kiedy zjeżdżał dłońmi po moim ciele. Kiedy podniósł mnie, a ja oplotłam nogami jego biodra. Kiedy spadłam plecami na łóżko, a on pochylał się nade mną. Nadal miał na sobie spodnie od garnituru i koszulę, co mi się nie podobało. Też chciałam go czuć pod swoimi palcami.
- To dość niestosowne – wyjąkałam, odrywając się od niego. Spojrzał na mnie pochmurnie. – Ja jestem naga, ty nie.
Pchnęłam go, a kiedy padł na plecy, usiadłam okrakiem na jego biodrach. Odrzuciłam do tyłu mokre kosmyki i pochyliłam się, opierając się rękoma na jego klatce. Złożyłam krótki pocałunek na jego ustach, jednocześnie palcami odpinając czarne guziki jego koszuli. Ułożyłam usta na jego szyi i poczułam jego dłonie, zjeżdżające wzdłuż mojej tali. Odetchnęłam, odchylając głowę do tyłu, a on korzystając z okazji, usiadł, trzymając mnie na sobie. Korzystając z resztek świadomości, zsunęłam z jego ramion koszulę. Otworzyłam oczy, spoglądając na niego. Minę miał niewzruszoną, jak zawsze, ale jego oczy były zamglone i spokojnie, straciły czujność.
                Po raz kolejny zapadłam się w pościeli, przygnieciona jego ciałem. Rękoma przejechałam po jego ramionach, ucząc się tatuaży zdobiących jego barki. Powoli brakowało mi oddechu, a moje ciało domagało się jego ciała. Jęknęłam, kiedy otarł się o mnie i wygięłam plecy w łuk. Nie czekając dłużej, zjechałam palcami po jego brzuchu i zaczepiłam je o pasek jego spodni. Spojrzałam w jego oczy, a on odsunął się, pozwalając mi robić to, co chciałam. Czułam na policzku jego oddech, kiedy majstrowałam przy czarnym pasku, zamku, a potem jego spodnie zsunęły się z jego bioder. Zbliżył się i przejechał nosem po moim policzku, aż do ucha, a ja opadłam z powrotem na poduszkę. Bastien poruszył się pomiędzy moimi nogami, pocierając mnie miękkim materiałem bokserek. Przeszkadzały mi, więc jęknęłam i poruszyłam się, wypychając biodra w jego kierunku.
- Everly – wychrypiał, kiedy niecierpliwie drapałam go po plecach. Przejechał ustami na moją szyję, przygryzając ją co kawałek. Jedną ręką trzymał mnie w pasie, drugą gładził moją pierś, a ja mogłam jedynie wyginać się i wzdychać za każdym razem, kiedy zmieniał swoje położenie. Pocałował moje ramię, kierując się niżej, niżej… Pocałunkami zjeżdżał w dół pomiędzy moimi piersiami, dookoła pępka, po biodrze, zatrzymując się na udach. Drapał mnie jednodniowym zarostem, aż zachichotałam, nie mogąc się powstrzymać. Następnie co poczułam to powiew powietrza na moim ciele, Bastien zsunął się ze mnie, usłyszałam szelest ściąganej bielizny, aż przed oczami zobaczyłam go na nowo. Pochylał się nade mną marszcząc brwi. Szorstką ręką przejechał po moim biodrze, a kiedy rozchyliłam nogi, dopasowując się do jego ciała, wszedł we mnie, aż zabrakło mi tchu. Czułam każdy jeden skrawek jego ciała, a on nie poruszył się, zanim nie zobaczył, że ze mną w porządku. Odzyskałam w końcu oddech, łapiąc w dłonie jego twarz i przygryzając jego dolną wargę. Warknął, napierając na mnie biodrami, a moja głowa automatycznie odleciała do tyłu, razem z oczami. Poruszał się we mnie, ustami błądząc po mojej szyi, przyciągając mnie zachłannie do siebie. Wbijałam paznokcie w jego plecy, a on przygryzał moją szyję. Zaczęłam gorączkowo powtarzać jego imię, a on zjechał rękoma na moje pośladki i zacisnął na nich dłonie. Uniósł mnie lekko i wszedł we mnie pod innym kątem. Po uczuciu, które we mnie narastało, wiedziałam, że już po mnie. Przy policzku słyszałam też jego szybki i urywany oddech. Powoli zaciskałam się wokół niego, aż bezwstydnie wypchnęłam wyżej biodra.
- Bastien – jedyne co zdołałam wyszeptać, zanim poruszył się we mnie na nowo, sprowadzając falę napiętego uczucia. Zamknęłam oczy, rozchylając usta i odchyliłam głowę wydobywając z siebie ostatnie jęki. Bastien zatoczył jeszcze kilka ruchów biodrami, aż poczułam, jak jego ciało napina się. I podobało mi się to uczucie jego narastających pod skórą mięśni. Schylił głowę, chowając twarz w mojej szyi i jęknął prawie bezgłośnie. Powtórzył cicho moje imię, zatrzymując się, dając swojemu ciału się rozluźnić. I tkwiliśmy w tym uścisku nie dbając o nic poza sobą. Tak było dobrze.


                Rano, zanim zdałam sobie sprawę, że jestem sama, usiadłam, powoli otwierając oczy. Rozglądałam się nieprzytomnym wzrokiem dookoła, nieświadomie błądząc ręką po poduszce. Ale była już zimna, wyprostowana i ułożona idealnie. Moje myśli szybko sprowadziły mnie na ziemie, uświadamiając mnie w tym, co już wiedziałam – obudziłam się w pustym łóżku, po raz kolejny sama. Pokręciłam głową, przełykając gorycz w gardle. Przecież zawsze tak było, więc dlaczego teraz miałoby się to zmienić?
                A jednak serce bolało mnie w środku, przez to, że mnie zostawił. Zeszłego wieczoru obudził we mnie coś, czego nie znałam, a nawet nie umiałam nazwać. Sprawił, że moje ciało i wszystkie moje zmysły tworzyły jedność, po raz pierwszy. A teraz oczy piekły mnie przez niego od łez. Zacisnęłam jednak szczęki, powtarzając sobie, że pewnie nie raz jeszcze się tak poczuję. Odrzuciłam pościel i wstałam, pospiesznie kierując się ku łazience, chcąc zmyć z siebie ubiegłą noc. 

                Nałożyłam na usta uśmiech, wymuszony, ale nie mogłam pokazać po sobie, że coś jest nie tak. Nie chciałam, żeby któreś z nich się martwiło. I nie chciałam, żeby on cokolwiek zauważył. Choć na okrągło rozpamiętywałam spędzoną z Hanes’em noc, która była naprawdę fantastyczna, chciałam, żeby myślał, że nie przeszkadza mi to, że wyszedł. W końcu to tylko seks, który w dodatku sama sprowokowałam. Czego mogłam więc  oczekiwać?
                Przy śniadaniu usiadłam koło Charlie, witając się z resztą skinieniem głowy. Bastien’a nie było i choć starałam się nie zastanawiać, dlaczego, wciąż o tym myślałam. Nie chciał mnie widzieć? To by zabolało. Źle się czuł? Możliwe. Ale po czym? Przeze mnie?
- O której wyjeżdżamy? – zapytałam, podnosząc wzrok na Nathan’a.
- Po śniadaniu. Jesteście już spakowane?
Pokręciłam głową w tym samym momencie, kiedy Charlie nią pokiwała. I obie parsknęłyśmy śmiechem.
- Mogłem się tego spodziewać – mruknął tylko i wrócił do jedzenia. Dyskretnie spojrzałam na zegarek. Powinnam spokojnie zdążyć.

                Po wejściu do pokoju, od razu spojrzałam na ziemię. Leżała tam, gdzie powinna. Marynarka Bastien’a. Podniosłam ją i trzymając pod ramieniem, wyszłam z pokoju, kierując się do winy. Piętro niżej szybko skierowałam się do jego pokoju, gdzie powiesiłam ją na klamce. Chciałam, żeby wiedział, że tu byłam, ale nie zapukałam do drzwi. Niech sam sobie o tym przypomni.

                - Opowiadaj – usłyszałam ze swojego łóżka, kiedy tylko przekroczyłam próg. Charlie siedziała w pościeli, podpierając brodę na poduszkach.
- Co takiego? – zmarszczyłam brwi.
- Gdzie wczoraj zniknęliście? – powtórzyła zirytowana. – Nie było was przy stoliku ani nigdzie. Szukałam cię.
- Po co? – parsknęłam. – Martwiłaś się? – rzuciłam w nią poduszką, którą miałam pod ręką i opadłam na materac obok niej.
- Tak, przecież Bastien to szemrany typ, jeszcze zrobiłby ci krzywdę – westchnęła, przewracając oczami. Odwróciłam się na plecy.
- Poszliśmy się przejść – odpowiedziałam. – Potem wróciliśmy do hotelu. Chyba już spałaś – uśmiechnęłam się.
- Więcej szczegółów! – zażądała, na co tym razem ja przewróciłam oczami.
- Jesteś ciekawska, wiesz o tym? – zapytałam, odwracając głowę w jej stronę. Wzruszyła tylko ramionami i pokiwała dłonią, czekając na odpowiedź. – Rozmawialiśmy. Okej? Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy.
- Brzmi nudno – zmrużyła oczy. – A ty nie jesteś nudna. On pewnie też nie. Na pewno coś ukrywasz. Przyznaj się!
- Charlie – roześmiałam się. – Przysięgam, że nic nie ukrywam.
                Kłamałam. Ukrywałam wiele, ale nie mogłam jej powiedzieć. A może nie chciałam? Sama nie wiem. Chyba poniekąd bałam się tego, co powie. Musiałam odwrócić głowę, żeby nie być pod naporem jej wwiercającego się we mnie wzroku. Nie chciałam, żeby mnie oceniała, ale jest moją przyjaciółką. Ufam jej.
- Nie do koń… - urwałam, słysząc jak drzwi otwierają się, a głos Nathan’a rozchodzi się po pomieszczeniu. – Pogadamy później – dodałam, wstając z łóżka.

                Prędzej poczułam, niż zobaczyłam na własne oczy, że Bastien zbliża się do nas. Myślałam, że coś takiego zdarza się tylko w filmach, ale moje ciało zdębiało, wyczuwając jego obecność, a skóra pokryła się ciarkami. Specjalnie nie odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć. Pragnęłam jego obecności, a to odbijało się na pewno na mojej twarzy. A ostatnie czego chciałam to, to żeby to zobaczył. Kiedy tylko boy’e hotelowe podjechały pod hotel naszymi samochodami, skierowałam się w stronę Nissan’a, którym chciałam wracać. Czułam, że mieszanka mnie i Bastien’a w jednym samochodzie, raczej nie wyjdzie nam na dobre. Zrobiłam jednak kilka kroków, nim zatrzymałam się, czując jego rękę na swoim nadgarstku. Nie mówiąc nic, pociągnął mnie w stronę swojego samochodu.
- Nie chcę z tobą jechać – warknęłam, zaciskając dłoń w pięść. Próbowałam ją wyrwać, ale odwrócił się z zaciśniętymi ustami i oczami czarnymi ze złości. Pokręcił głową, rozluźnił uścisk, ale nie puścił mnie do końca. Otworzył drzwi, a ja wsiadłam, nie chcąc robić sceny. A może po prostu sama chciałam?
               
                Przez większość drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Ja wlepiałam wzrok w przednią szybę, a on usilnie odwracał swój ode mnie. Czułam niepokój narastający w moim ciele, ale nie byłabym sobą, gdybym postanowiła tak to zostawić. Koniec końców, mieszkaliśmy pod tym samym dachem. Trzeba było to jakoś rozwiązać.
- Zachowuj się tak, jakby nic się nie stało – rzuciłam do niego, przerywając narastającą między nami ciszę.  To sprawiło, że oderwał na chwilę wzrok i spojrzał na mnie przeciągle.
- Chciałbym -  westchnął ciężko. Ja nie chciałam, ale jeżeli to ma poprawić sytuację między nami, to okej. Wolę się z nim kłócić niż nie móc spojrzeć mu w oczy. Nie odezwałam się już jednak.
                Żałował?
                Zachciało mi się płakać, a odruch ten nie przypominał wcale mnie. Przez niego stawałam się ckliwa i żałosna. To miał ze mną robić? W takim razie podziękuję.


- Powiedziałeś, że odpowiesz na moje pytania – wtrąciłam, przywracając głos do porządku.  Zjeżdżaliśmy już z autostrady, kierując się powoli w stronę domu. Męczyła mnie cisza między nami, ale jeszcze bardziej rozpraszała mnie dłoń błądząca po moim kolanie. Dlaczego robił mi taki mętlik w głowie?
- Już to zrobiłem – stwierdził, malując kółka na mojej skórze. Ślad po jego dłoni palił mnie w nieznany mi wcześniej sposób. Starałam się odsuwać to od siebie.
- Tak, z jednym pytaniem. Zostały jeszcze trzy – poprawiłam.
- Z tego, co pamiętam to dwa.
Wywróciłam oczami, a on uśmiechnął się kącikiem ust.
- Jak mnie znalazłeś? – zapytałam już całkiem poważnie. I sądząc po jego reakcji, poniekąd zaskoczyłam go tym pytaniem. Pokręcił jednak głową. Skupił wzrok na drodze, ale nie kierował się w stronę domu. Zboczył z drogi, sama nie wiem, kiedy. Chyba za wiele uwagi mu poświęcam, bo nie wiem, co dzieję się dookoła mnie.

                - Pytałaś, dlaczego wyjechałem z Detroit – zaczął, siedząc obok mnie. Pokiwałam głową, patrząc na horyzont przed sobą. – Prawda jest taka, że musiałem. Mój ojciec narobił sobie długów. Grał i przegrywał każde pieniądze, a potem pożyczał, żeby móc robić to dalej. Nie miał z czego tego spłacać, dług się powiększał, aż w końcu ludzie zaczęli przychodzić po swoje – przetarł twarz dłońmi i zawiesił na chwilę głos. Chciałam go dotknąć i jakoś pocieszyć, ale czułam, że to nie koniec. – Pracowałem całe dnie, żeby jakoś to zwrócić. A on obiecywał mi, że już więcej nie zagra. Ale robił to całymi nocami – odwrócił twarz w moim kierunku i spojrzał mi w oczy. – Przez jego nałóg, moja mama straciła życie. Ktoś przyszedł pewnego wieczoru po swoje pieniądze, których on oczywiście nie miał. Zaczęli się szarpać, broń wypaliła i trafiła w jej brzuch. Trzymałem ją na rękach, prosząc, żeby mnie nie zostawiała. Ale krew płynęła i płynęła, a jej było coraz ciężej łapać oddech. Trzymałem umierającą matkę, a on uciekł jak tchórz, zostawiając mnie samego. Potrzebowałem go, ale to był moment, w którym go znienawidziłem, patrząc jak po moich dłoniach płynie jej krew. Nie mogłem zrozumieć, jak można to zrobić własnej rodzinie. Jak można być takim potworem? – pokręcił głową. – Pochowałem mamę i przysiągłem sobie, że go znajdę. Prędzej czy później. Dlatego tu jestem. Szukałem go przez jakiś czas, przeprowadziłem się, ale oni nadal przychodzili. Byłem już zmęczony tym wszystkim, wtedy dotarło do mnie, że powinienem szukać go tam, gdzie nie odważyłem się pójść wcześniej. Zacząłem grać, wygrywać, przegrywać, aż pieniądze zaczęły się kończyć. Potrzebuję ich, dlatego Marshall zaoferował mi pracę. Rozumie przez co przechodzę. Znał moją mamę. Wie, że robię to, żeby ją pomścić. Po prostu… Jestem jej to winien.
Patrzył na mnie, a ja kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie istniały słowa, które by go pocieszyły, a już tym bardziej takie, które odwiodły by go od chęci zemsty. Zastanawiałam się, czy ja również zrobiłabym to, gdyby ktoś skrzywdził któregoś z moich rodziców? Nie potrafiłam jednak odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nigdy nie wiedziałam nawet, jak to jest ich mieć. Straciłam tą część siebie. Bezpowrotnie.
- Dlatego obiecałem sobie, że się do ciebie nie zbliżę. Nie mogę dać ci niczego, Everly. Nie jestem w stanie nawet zapewnić ci bezpieczeństwa. Nie dam ci żadnych uczuć, bo nie mogę ich w sobie mieć.  Rozumiesz mnie?
Pokiwałam głową. Rozumiałam. Ale czy to akceptowałam, to już inna sprawa. Bastien wstał, stanął między moimi nogami i nachylił się, opierając ręce obok moich ud.
- Zostawiłem cię dzisiaj rano, bo nie mogłem znieść myśli, że nie potrafię trzymać się od ciebie z daleka. Cały czas mam cię przed oczami i choć nie chcę, to pragnę cię, jak nikogo innego. Starałem się, ale wczoraj nie mogłem się powstrzymać. Dlatego, to wszystko, Everly. To, co działo się wczoraj, to wszystko co mogę ci dać. Jesteś młoda, piękna i masz w sobie uczucia, których sama nie rozumiesz i dla twojego dobra powinienem trzymać się z dala od ciebie. Ale za późno już na to.
Przejechał kciukiem po moim udzie, wprawiając moje ciało w drżenie. Ja też go pragnęłam. Jego ciała, oddechu, zapachu. Wcale nie potrzebowałam od niego uczuć. Wystarczyła mi bliskość jego ciała.
- Powiedz, o co ci chodzi – odezwałam się. Chciałam mieć jasność, że myślimy o tym samym.
- O seks – powiedział wprost. – Mogę ci zaoferować tylko to.
Zachłysnęłam się powietrzem. Emocje kłębiły się wewnątrz mnie. Powoli go rozumiałam, odnajdywałam się w jego uczuciach i zachowaniach.
Uśmiechnęłam się.

***
Jestem. Wiem, że trochę zniknęłam. A nawet bardziej niż trochę i z całego serca was za to przepraszam. No, ale właściwie nie mam, co wam powiedzieć. Po prostu życie mnie pochłonęło J
Teraz postaram się publikować chociaż raz w miesiącu i powoli nadrobić wasze opowiadania. Za co również przepraszam.
Mam nadzieję, że rozdział po tak długiej przerwie, jest w miarę czytelny. Muszę na nowo wgryźć się w historię, a teraz będę miała na to trochę więcej czasu.
Więc moi kochani, dziękuję za to, że nadal tu jesteście i, hm, do następnego?